fb_header2.jpg


Dział

Wierzenia Polan:

wierzenia-polan_iko2.jpg

liniaszara100.jpg
Nasze Forum:

Forum_Weneda_Mitologia_Staropolska2.jpg

www.Weneda.net

liniaszara100.jpg

BogowiePolscy
na Facebooku:
facebook-icon.png
Już ponad 6530
osób
pulubiło
nasz profil,

zapraszamy!
liniaszara100.jpg
Nasz profil
na Twitterze:

twitter-icon.png
liniaszara100.jpg
"Do tych czasów
w Polsce święto tej
[Dziewanny]
święcą, czyniąc
sobótki, paląc ognie
tamże śpiewając
pieśni [miłosne]".
-- Marcin z Urzędowa (1500-1573)

liniaszara100.jpg

Materiały
pomocnicze


liniaszara100.jpg

Galeria
Bogów Polskich:

DziewannaPM.jpg


liniaszara100.jpg
Współpraca:

Patrimonium_Europae2.png
liniaszara100.jpg

Pieczec_Akademii_Krakowskiej_za_Jagielly.png

Najstars
ze znane
źródło o
bogach
polskich
(1405 r.)
powołujące
się na
wcześniejsze
kroniki
oraz żywe obrzędy
zielonoświątkowe:
Postylla Łukasza z
Wielkiego
Koźmina.

liniaszara100.jpg


Jaś odnaleziony

(część 3)

„Razu pewnego poszli chłopcy, bawiąc się, na górę zamkową;
usłyszeli z podziemia głos: „Jasiu! opowiem ci o twojej rodzinie".
Chłopca tego imienia między nimi wcale nie było, ale taki ich
strach schwycił i dziwna ich jakaś siła popchnęła, że nie spostrzegli
się, że przeniesieni zostali natychmiast niby tumanem w cztery
różne kierunki: jeden do Sieradza, drugi do Męki, trzeci do Wosnik,
a w dwie godziny jeszcze po wypadku nie mogli się odezwać, dwóch
nawet się pochorowało.” – Lud, R.7, 1901, str. 121.

liniaszara.jpg

Janosik_i_Maryna.jpg
Maryna (Ewa Lemańska) i Janosik (Marek Perepeczko),
kadr z serialu "Janosik" Jerzego Passendorfera (1973).

liniaszara.jpg

W poprzednich częściach niniejszego opracowania (zob. cz.1 i cz. 2) omówione zostały najważniejsze cechy ludowego Jasia – dziś postaci niemal już zapomnianej. Są to między innymi niezwykłe powiązania znaczeniowe imienia Jaś/Jasz/Jasień oraz szereg pieśni obrzędowych i wierzeń przedstawiających Jasia jako herosa związanego z niebem, burzą, deszczem i Księżycem. Ponadto materiał ten wskazywać może na pierwotny związek ludowego Jasia z wzmiankowanym w kronikach staropolskich bogiem Jaszem/Jeszą. Niniejsza, trzecia część cyklu to przede wszystkim przykłady wierzeń lokujących polskiego Jasia - co dziś może wydawać się zaskakujące - w towarzystwie bóstw i istot nadprzyrodzonych.

Jaś wśród bogów

Skoro Marysia/Kasia, obrzędowa partnerka ludowego Jasia pozostaje w prasłowiańskim micie płodności śladem bogini Marzanny[1], to czy tytułowy Jaś pojawia się bezpośrednio w towarzystwie tej ostatniej? I tu odpowiedź jest twierdząca. Działo się tak w trakcie znanego wszystkim obrzędu topienia Marzanny, tutaj w wariancie opolskim:

Płyń Marzaneczko do Pryski,
przynieś nam bezrok szybki.
Płyń Marzaneczko do Brzega
bo cię tam Jaśkowi potrzeba.

– L. Malinowski, Zarysy ź́ycia ludowego
na Szląsku, II. 1877, s. 626


U (Jana) na końcu
Marzaneczka we wieńcu.
Dokądże ją nieść mamy,
Gdyż dróżenki nie znamy?

– J. Roger, Pieśni Ludu Polskiego
w Górnym Śląsku z muzyką,
Wrocław 1880, str. 205.


Inna śląska pieśń (choć w rozmaitych wariantach typowa dla całego kraju) zdaje się łączyć obraz pary Jasia i Marysi/Marzanny (często przebywającej identycznie jak ludowa Matka Boska „na morzu, na kamieniu”) ze średniowieczną legendą o Tyranie Lemańskim i królowej Wandzie. Ta ostatnia postać, podobnie jak Marzanna, również zestawiana jest w badaniach z obrazem bogini wód[2]. Niekoniecznie jednak chodzi tu o najbardziej znany wariant mitu ale sumę jego przekazów, w tym wersję w której ginie nie Wanda ale rycerz-najeźdźca (wariant najstarszy podany przez Wincentego Kadłubka), bądź wręcz para ta współdziała, a następnie znika/ucieka razem (w wersji podanej przez J. J. Kohla).

Śniło się Marysi
Na łóżku leżącej,
Że jej Jasiek utonął
Przez morze płynący.

Rybacy, rybacy,
Przez Boga żywego!
Czyście wy nie widzieli
Jasinka mojego?

Widzieli, widzieli,
Ale nieżywego,
W środku morza płynącego,
Mieczem przebitego.

Skoczyła Marysia
Z brzegu wysokiego
I wyrwała miecz ostry
Z boku Jasiowego.

Wyrwała, wyrwała,
I siebie go wbiła!
Przypatrzcie wszystkie panny,
Jako go lubiła!

– J. Roger, Pieśni Ludu Polskiego w Górnym
Śląsku z muzyką, Wrocław 1880, str. 121.


Kolejną postacią, którą napotyka ludowy Jaś, a powszechnie uznawaną za dawne słowiańskie bóstwo jest zaświatowy Żmij czy też Król Węży:

A w tym owsie siwy kamień- hej! ło-łom!
Na kamieniu luta żmija - hej! ło-łom!
Kędy jedzie Jasio młody- hej! ło-łom!
Chciał tę żmiję porąbać- hej! ło-łom!
Ona jego pięknie prosi: - hej! ło-łom!
„O mój Jasiu, nie rąbże mnie- hej! ło-łom!
Stanę ja ci się w przygodzie- hej! ło-łom!
Weźmiesz żonę za wodami- hej! ło-łom!
Za bystrymi dunajami- hej! ło-łom!
A ja tobie ją przyniosę- hej! ło-łom!
I trzewiczka nie umoczę- hej! ło-łom!
I sukienki nie uroszę!” - hej! Ło-łom!

– J. Przyboś, Jabłoneczka. Antologia polskiej
pieśni ludowej, Warszawa 1957, str. 79.


Król Węży to pierwotny właściciel mitycznej złotej korony. W trakcie konfrontacji młody bohater odbiera ją wężowemu władcy (w pieśniach również ją zakłada, zob. cz. 2). Co interesujące i ważne dla kolejnych fragmentów tego opracowania bywa jednak z Królem Węży pogodzony:

„Naraz stanęły przed Jasiem tysiące węży i z gniewem chciały się rzucić na niego, by go rozszarpać, iż miał naruszyć ich spokój i przestąpić granice ich siedziby, ale wąż [towarzysz] Jasia wystawił swój łebek i coś do nich syknął. Wszystkie węże rozstąpiły się z uszanowaniem i drogę pokazywały, aż do pałacu samego króla. Pałac ten był brylantowy, król leżał na ganku i wygrzewał się do słońca. Poznać go było łatwo, bo korona jego świeciła jako słońce. Zdziwiony król widokiem nieznajomego, zapytał: 'Czego tu chce ów człowiek?' Jaś odpowiedział: 'Przyniosłem ci twego synka, co go od śmierci wyratowałem; oddam ci go, ale daj mi twoją koronę'. Król ucieszył się bardzo, iż swego jedynaka zobaczył u Jasia za pazuchą, ale rzekł: 'Żądaj czego chcesz, złota, skarbów, ale nie korony'. - 'Nie, ja chcę tylko korony, inaczej wrócę do domu i synka twego wezmę'. 'Już ci ten młokos zawrócił głowę tą koroną. - Ja ci ją dam, lecz ona nie przyniesie ci pożytku ani szczęścia, będziesz miał czego tylko zażądasz, wszystko będzie ci się wiodło, ale szczęścia nie zaznasz i czy prędzej, czy później przyniesiesz mi ją na powrót'.” […] „Z koroną swoją [wrócił Jaś] do króla węży i oddał mu ją, a zarazem opowiedział swe nieszczęście. Wąż tedy mu rzecze: 'Mówiłem ci, że prawdziwego szczęścia na świecie nigdy nie znajdziesz, będziesz miał majątek i sławę, ludzie będą ci zazdrościć, bo nie wiedzą, że prosty chłop jest nieraz stokroć szczęśliwszy od najmożniejszego króla.' Żył sobie tedy Jasio w pałacu u króla wężowego wraz ze swym psem i kotem aż do śmierci.” – Lud, r.2, 1896, str 56-62.

Następna postać, w opozycji do której zwykle pojawia się Jaś, to demon Bobo. W niektórych regionach kraju ludowy Bobo w porzekadłach pojawia się i dzisiaj. Typowa śpiewka, mająca zaradzić kłopotliwemu spotkaniu z demonem brzmi:

Pójdźmy, Jasiu, oba,
Nie bójmy się Boba.

– śpiewka z okolic Olkusza, L. Kolankiewicz, Dziady.
Teatr Święta Zmarłych, Warszawa 1999, str. 448.

Jaś i czarownice na Łysej Górze

Jaś to również jeden z najważniejszych tzw. diabłów polskich. Zacznijmy jednak od przekazu wcześniejszego niż zwykle tutaj przytaczane. Otóż mianem diabła określano także wspomnianego już staropolskiego boga Jasza, a co prawdopodobne związanego (ze względu na zwykle przypisywane mu cechy) z późniejszym ludowym Jasiem:

„Niestety nasi starcy, starki i dziewczęta nie przykładają się do modłów, aby godni byli przyjąć Ducha Świętego, ale niestety w te trzy dni <Zielonych Świątek>, co by należało spędzić na rozmyślaniu, schodzą się starki, kobiety i dziewczęta nie do kościoła, nie na modły, ale na tańce, nie Boga wzywać, ale diabła, mianowicie Ysaya, Lado, Ylely, Yaya (…)". – Sermones per circulum anni Cunradi, 1423 r.

Oprócz typowego dla zabiegów misyjnych zestawienia bóstwa Ysaya z diabłem (w innych tekstach zwanego Jaszem lub Jeszą) wyłania się z powyższego przekazu jeszcze jeden istotny element: mizerny stan chrystianizacji Polaków wszystkich warstw społecznych, tutaj na przełomie XIV i XV wieku. Oczywiście sytuacja ta w odniesieniu do ludu trwa jeszcze dłużej sięgając epoki renesansu, a nawet baroku. Temat ten został opisany w wielu godnych polecenia opracowaniach (zob. zestawienie „Chrzest Polski” gdzie zasygnalizowane zostały niektóre z nich). Prof. Bohdan Baranowski stwierdza nawet, iż lud polski epoki baroku słabo znając wierzenia i obrzędowość chrześcijańską równocześnie znacznie lepiej orientował się w wszelakiej wiedzy o „Lucyferze, diabłach, chowańcach i Łysej Górze”.

Wszystko to musiało sprzyjać zachowaniu śladów wierzeń przedchrześcijańskich, także w odniesieniu do interesującego nas tematu. Szczególnie cennym źródłem okazują się tu zeznania jakie spisywano w trakcie procesów o czary. Są one na przestrzeni XVII i XVIII stulecia, jak zauważa badacz dziejów Wielkopolski prof. Stanisław Karwowski, zadziwiająco zbieżne i mogą odwoływać się do jakiegoś powszechnego w tym czasie zespołu wierzeń. Co więcej, diabeł/czart z zeznań oskarżonych kobiet to niezmiennie... Janek lub Jasiek, „pan młody” (w odniesieniu do tych określeń zob. cz. 1 i 2), do tego rezydujący na Łysej Górze:

„Tam już [na Łysej Górze] była Matuska i Kokorzycka stara i Pieczarzyna. Jam się zlękła, ale one mnie obskoczyły i zaraz mnie ożenieły z tym przeklętnikiem […] a on mnie w objęcia pochwycił i ręce gorące miał i gębę gorącą miał; dobrzem się od niego zapaliła. Wawrzyniec mu na imię i wziął mnie do tańca z sobą i tańcowaliśmy. Po tym tańcu obcował ze mną na Łysej Górze. A pani Serdeczna ma djabła swego, imię mu Janek, w czerwonej sukni, w czerwonej czapce, w czerwonych butach, strojno. Ofierzyny djabeł i Kokorzyckiej w jarmuskowych szaciech bogato, Ofierzyny djabeł młody, a Kokorzyckiej stateczny, ale bogaty. Nie mówili sobie tylko Mości panie bracie. Pieczarzyna zaś ma swego djabła w modrej sukni i w czarnych butach na wysokich podkowach. A chłop nam grał na piszczałce kulawy, ale tego chłopa nie znam. Piłyśmy też piwo, ale zaś starsze jak to Serdeczna i Kokorzycka wino we flaszach srebrnych, przed niemi stały stoły, ponakrywane kobiercami, półmiski cynowe, mięsa rozmaite, sarniny.”

„W roku 1671 obwinione zostały przed sądem burmistrzowskim oraz wójtowskim w Jędrzejowie o czary Jadwika młynarka, Katarzyna Wieczorkowa kmiotka i Anastazya mielcarka. […] Wyznały więc, że czarowały z nauki Kujawiny, która 'przez świętą sprawiedliwość' ze świata zeszła; że obcowały z czartem na Łysej Górze jako i po innych miejscach przez kilka lat, opisując stosónek z nim tak samo, jak to w r. 1615 uczyniła Agnieszka Goroska.”

„W roku 1753 wytoczono proces o czary przed wójtem gnieźnieńskim Janowi i Elżbiecie Celchom ze wsi Ławki. „... na Łysą Górę między granicami Obuczeńskich i Laskowskich nad jeziorem w borach chodzili dwa razy w tydzień, gdzie mąż grywał na wąsach palcem, że tamże za pierwszym razem „pan młody” nazwiskiem Jasiek palce jej ścisnął u prawej ręki i drapnął tak, że krew jej wybryzgnęła, której się napiła, poczem z owym Jaśkiem tańcowała i obcowała, a mąż z Dorotą, dziewczyną ze wsi Rudna.”

„Zastanawiająca jest rzeczą, że w trzech procesach, które powyżej opisaliśmy, posądzone o czary kobiety prawie dosłownie jedno i to samo zeznawały [w roku 1667 podobne nocne obrzędy miały pojawiać się w Raciborzu na Śląsku]. Niepodobna sobie tego inaczej wytłumaczyć, jak tylko tem, że rozmaite przesądy i bajki o czarach, Łysej Górze, obcowaniu z czartami itd. tak głęboko się zakorzeniły w umyśle prostego ludu, że osoby bujniejszej wyobraźni brały sny i przywidzenia za rzeczywistość i same w końcu w moc swą wierzyły.”
– S. Karwowski, Gniezno, Poznań 1892 str. 123 – 129.

I kolejna relacja z terenu Polski centralnej:"W 1715 r. badana na torturach przez sąd ze Szczercowa chłopka zeznała: "Żem miała [diabła] Janka zalotnika". – B. Baranowski "Pożegnanie z diabłem i czarownicą" Zeznanie AGAD Księgi miejskie Szczercowa 2 k. 134 str 36, wyd I 1965

Na koniec zeznanie z Koźmina (swoją drogą miasta rodzinnego Mistrza Łukasza, autora Postylli) gdzie pojawia się niejaka pani "Jaśkowa", być może Marysia/Kasia/Marzanna, obrzędowa partnerka Jasia. Zwróćmy uwagę na opis jej ubioru: "Spalony w Koźminie, w r. 1690, klecha Grzegorz wyznał na mękach, że na Łysej Górze grywał na piszczałce, ożenił się tam z jakąś Jaśkową, w czerwień odzianą i w koronie.– J. Tuwim, Czary i czarty polskie, Iskry 2010.

diabel_i_czarownica.jpg
Diabeł i czarownica wg wyobrażenia z roku 1490, drzeworyt:
Ulrich Molitor, De Lamiis et Phitonicis Mulieribus, 1490.


Powyższe zapisy mogą więc stanowić swoisty łącznik pomiędzy XV wiecznymi zakazami czczenia boga Jasza, zwanego w narracji chrześcijańskiej „diabłem”, a XIX-wiecznymi pieśniami i wierzeniami o ludowym Jasiu. Co więcej, wątki te - w formie niemal identycznej - odnajdujemy w tekstach widowisk bożonarodzeniowych z przełomu XIX i XX wieku, a szczególnie w tradycyjnych szopkach z rejonu Kalisza i Krakowa. Pamiętajmy przy tym, iż kilkaset lat wcześniej, około roku 1405, Łukasz z Wielkiego Koźmina w swojej Postylli poddając krytyce żywy kult boga Jaszy lokuje go właśnie w „widowiskach” i „tańcach”, zjawiskach prototeatralnych jak zauważa prof. Leszek Kolankiewicz. Poniższy tekst z szopki kaliskiej uchwycony został niemal w ostatniej chwili, gdy zaprzestawano już jej odgrywania:

Pachciarka (z kierzenką).
Robi masło, ubrana w spódnicę
czerwoną z zielonym fartuchem:
Jestem sobie pachciareczka,
Narobiłam masełeczka.
Jasineczku, Jasineczku,
Wyjrzyj tylko z piekiełeczka,
Pomóż mi narobić masełeczka.

Wchodzi djabeł, figurka czarno
ubrana, Z ogonem z rogami.
Djabeł:
Kiedyś narobiła masełeczka,
To chodź ze mną do piekiełeczka.
(Ciągnie pachciarkę.)

Pachciarka:
Nie pójdę, Jasiu!

Djabeł:
Pójdziesz, Kasiu!
(Ciągnie ją, i oboje znikają.)
– Wisła, t.17, z.4, 1903, str. 478-479.

"Wchodzi Czarownica z kierznią i robi masło; tego,
co mówi, nie pamiętam; przypominam sobie
tylko, że wzywa djabła, wołając: "Jasiu, Jasiu!"
Djabeł wychodzi, pomaga jej masło robić, a następnie
porywa ją do piekła."– Wisła, t.11, z.1, 1897, str. 7.

I fragment z szopki krakowskiej:

Krakowinka: Jak się masz Jasiu?
Krakowiak: Gdzieześ była?
Krakowianka: Na Łysej Górze krówki doiła.
– Lud, r.11, 1905, str. 38.

Zarówno zeznania z procesów o czary jaki i teksty z późniejszych szopek bożonarodzeniowych uzupełniają polskie wierzenia ludowe dotyczące Nocy Świętojańskiej i Sobótki, tutaj w kieleckim:

„U mieszkańców siół zalegających podnóże gór Święto-krzyskich jest mniemanie, że w wigiliją ś. Jana zlatują się czarownice na szczyt Łysicy dla odbycia narad, po skończeniu których odprawiają bankiet wraz z biesami w zaczarowanym ogrodzie, który się mieści na wyżej wspomnianej górze.” – O. Kolberg, Kieleckie cz. 1, Kraków 1885, str. 51.

Podobnie na Kaszubach i Kociewiu:

„...w wigilią św. Jana udają się czarownice na Łysą Górę, i dla tego [ludzie] ognie sobótek palą, ale czy dla oświetlenia czarownicom drogi, czy aby je odpędzić od własnych pól, dziś już dokładnie nikt nie wie. Około drąga, na którym się beczka pali skaczą zwykle i tańczą, często przy muzyce, a skoro beczka, lub tylko smólnica t.j. naczynie od smoły spadnie, przeskakują przez ogień.” – Dr Nadmorski, Kaszuby i Kociewie, Poznań 1892, str. 83-84.

Przypomnijmy teraz zapisy etnograficzne (zob. cz. 2) dotyczące Sobótki w Mikułowicach:

„W tę noc, w której paproć kwitnie, bywa zwykle okropna burza z grzmotami i błyskawicami (Dziewiętniki, Bobreckie) […] Z powodu cudownych własności jego wszyscy pragną go dostać. Lecz dyjaboł jest zawsze temu przeciwnym i odstrasza człowieka najrozmaitszymi sposoby, a głównie gromami i burzą (Tamże, w ogóle powszechne).”

I dwa porzekadła:


„Przed św. Janem o deszcz trzeba prosić,
Potem i sam będzie rosić.”
– ZWAK, t. VI, 1882, str. 172 - 253.

"Jak sie Jasiunio rozpłoce,
a matusia go nie utuli,
będzie płakoł do św. Ursuli."
– Wisła, t. V, 1891, str. 40.

Jak łatwo zauważyć wyobrażenie ludowego Jasia (w obrzędowości nocy świętojańskiej i związanej z nią Łysej Góry) zdecydowanie wymyka się wykładni chrześcijańskiej. Raz więc Jaś to uwodziciel, gromowy diabeł rezydujący na Łysej Górze (co ciekawe w tradycji zwanej „polskim Olimpem”), innym razem Jaś staje się dobroczynnym dawcą deszczu kojarzonym przez lud z św. Janem Chrzcicielem.

Ofiara dla Jasia

Kolejny interesujący motyw, lokujący postać ludowego Jasia wśród istot nadzwyczajnych, to składanie mu swego rodzaju ofiary w ramach tradycyjnej hodowli koni:

"Nacści Jasiu na porteczki, a nie psuj mi pokręteczki."
– W. Siarkowski, Materyjały do etnografii ludu polskiego
z okolic Pinczowa, Kraków 1884, str. 40.


Opisany zwyczaj praktykowali kieleccy fornale lub pasterze po ukręceniu nowego bata. Pozostaje to w zgodzie z silnym związkiem postaci Jasia i jego rumaka-siwka. Ofiara ta, zapewne w formie mocno już zniekształconej, polegała na ucięciu samych końcówek bata i ciśnięciu nimi o ziemię. Skierowanie ofiary „ku dołowi” (podobnie jak wspomniane już okresowo przyjazne relacje Jasia z władcą podziemi) o ile nie stanowi jakiegoś zniekształcenia obrzędu, wymyka się jednak z przedstawionego dotychczas obrazu ludowego Jasia. Problem ten poruszę jeszcze w kolejnych fragmentach opracowania.

Jaś w Raju

Znana i wykonywana do dziś ludowa pieśń „Z wysokiego pola” (z rejonu Zamościa), lokuje postać ludowego Jasia najpierw „gdzieś w górze”, czy nawet w Raju, po czym w wyniku następujących zdarzeń w grobie, a więc „gdzieś na dole”. Oba te miejsca (zestawiając z całością materiału) można porównać do kolejnych metaforycznych odpowiedników zaświatów:

„Z wysokiego pola, z rajskiego podwórza
zakochał się Jasio w Maniusi jak róża.
Gdy się Mani matka o tym dowiedziała,
Poszła do murarzy, murować kazała.”
[…]
„Jasia pochowali na środku cmentarza,
A Maniusię jego zaraz koło niego.
Na Jasiowym grobie wyrosła lelija,
Na Maniusi grobie śliczna konwalija.”

W ramach uzupełnienia, czy raczej ciekawostki, spójrzmy jeszcze na fragment starej kolędy wielkopolskiej, gdzie Jaś to postać alternatywna względem... Jezusa:

O i idą Gody, idą,
o i otwierają wrota,—
o i gdzie ja się podzieję
da i uboga sierota.
Oj pójdę ja do Jezusa (v. do Jasia)
jest-ta ociec i matusia.

– J. Lipiński, Zwyczaje i pieśni ludu
wielkopolskiego, Kraków 1884, str. 23.


Jaś i Jutrzenka

Dla porządku przypomnijmy jeszcze fragmenty pieśni (zob. cz. 2), w których Jaś pojawia się obok Zorzy – Jutrzenki. Wątek ten wydaje się być rozbieżny do obrazu Jasia i Marysi/Marzanny wędrujących razem, najczęściej nocą. Czyżby miało tu chodzić o inną lub przemienioną boginię, a zarazem ukazywać uwodzicielską naturę gromowładcy? Tak czy inaczej w szeregu pieśni Jaś zaślubia lub uwodzi kolejną nadnaturalną postać kobiecą: Zorzę – Poranną Wenus (w przekazach staropolskich odpowiada jej bogini Lela/Dziedzilela). Szczególnie uwidacznia się to w szeregu pieśni weselnych:

„Jedzie Jasieńko do dziewki,
Jako miesiączek do Zorzy”
– Wisła, t. VII, z. 4, 1893, str. 691.
„A gdzie słoneczko wschodzi,
Młody Jasieńko chodzi…”
– Lud, r.9, 1903, str. 226.

W znanej bajce krakowskiej wojownik, latający na orle dowódca wojsk królewskich, przybywa z misją na dwór męskiego Słońca. Tam jednak napotyka tylko "słoneczkową siostrę", a w wersji pierwotnej zapewne uwodzi ją skoro zaraz po przybyciu Słońca musi się ukryć.

* * *

Ludowy obraz nadnaturalnych cech Jasia nie zamyka się jednak w postaci zawsze unoszącej się w przestworzach czy przebywającej na niebiańskiej Łysej Górze (sygnalizowałem to we fragmencie prezentującym składanie ofiary dla Jasia). Znacznie rzadziej, ale jednak, ludowy Jaś to także postać kojarząca się z wodnikiem przebywającym niczym łużycki Nykus na brzegu jezior i stawów. Z kolei na Kaszubach, jak podaje Jan Trepczyk w „Słowniku polsko-kaszubskim”, „Neczk” to zarówno imię wodnika ale i wariant imienia „Jasiek”.

Jak zatem wytłumaczyć nadanie przez lud tego samego imienia postaci zarówno o charakterystyce niebiańskiej jak i jednoznacznie chtonicznej? Czy mamy tu do czynienia jedynie z przypadkowym zniekształceniem mitu, a może swobodnym użyciem popularnego imienia? Niekoniecznie. Możliwą odpowiedź, oprócz przywoływanych wcześniej nieustannych zaświatowych wędrówek skandynawskiego Thora, daje nam analiza struktury mitów słowiańskich i szerzej indoeuropejskich.

Jednym z najbardziej wymownych przykładów jest tutaj imię gromowładcy z ludowych wierzeń południowosłowiańskich - Żmij – u nas zwykle kojarzone jedynie z władcą podziemi. Ten ostatni zresztą (nosząc to samo imię) okazuje się być w wierzeniach serbskich ojcem, a zarazem przeciwnikiem i ofiarą smokobójcy o imieniu... Żmij Ognisty Wilk. Podobna, a raczej pozorna niejednoznaczność pojawia się również w mitologii greckiej gdzie gromowładny i niebiański Zeus uwodząc podziemną Persefonę przybiera postać węża. To samo czyni ojciec Thora, skandynawski Odyn, który pod postacią węża uwodzi przebywającą w jaskini olbrzymkę Gunnlöd, a wspomniany już południowosłowiański Żmij słynie wręcz z uwodzicielstwa.

Wszystko to przywodzi raz jeszcze na myśl naszego Jasia przybywającego w tym samym celu do Marysi/Marzanny pod leszczynę (zob. cz. 2), drzewa które w wierzeniach ludowych nosi charakterystykę chtoniczną i kobiecą. Tą drogą powracamy również do rosyjskiego Jaszera/Jaszy, który jak się okazuje identyfikowany jest w najnowszych badaniach akademickich z postacią... gromowładnego Żmija. O tym jednak, jak i wspominanym już potencjalnym pokrewieństwie Jasza/Jeszy z celtyckim Esusem więcej w kolejnej, czwartej części opracowania.


Kazimierz Perkowski (2014)


<<<Część pierwsza / <<<Część druga/ Część czwarta >>>


liniaszara.jpg

[1] J. Krzysztoforska - Doschek, Prasłowiańskie źródła nowszej poezji polskiej, Kraków 2000; M. Łuczyński. Semantyka obrzędów wiosennych związanych z Marzanną i Jaryłą (Próba rekonstrukcji „prasłowiańskiego tekstu”,w: Respectus Philologicus, 10(15)/2006.
[2] A. Kempiński, Słownik mitologii ludów indoeuropejskich, Poznań 1993, str. 440.


liniaszara.jpg
tani cms